Wystawa "Wieści z frontów I wojny światowej"

Na zaproszenie Patryka Gabriela, wicestarosty starogardzkiego, w holu Starostwa Powiatowego zagościła niecodzienna ekspozycja. Wystawa autorstwa Reginy Kotłowskiej i Bartłomieja Kozłowskiego stanowi wyjątkowy przyczynek, by spojrzeć na ostatnie lata zmierzającej ku wolności Ojczyzny z perspektywy mikrohistorii lokalnego społeczeństwa.

wystawa-wiesci-z-frontow-i-wojny-swiatowej-5584.jpg

„Wieści z frontów I wojny światowej” są więc spojrzeniem na czasy przedwojenne, wojenne i pierwsze lata odradzającego się kraju przez pryzmat losów mieszkańców Kociewia, mieszkańców naszych wiosek i pobliskich miasteczek.

Ich zwyczajne życie zostało w jednej chwili wplątane w wir wojennej machiny. W jednej chwili musieli opuszczać rodzinne domy mężczyźni, powoływani pod broń przez zaborców zaangażowanych w konflikt. To nie była ich wojna, ale to oni mieli złożyć największą ofiarę. Ojcowie, synowie, bracia, mężowie….

To nie była jeszcze wtedy ich wojna, ale w wielu zrodziła nadzieję, że ten konflikt musi coś zmienić. Musi, bo oto po raz pierwszy od czasów zaborów w przeciwnych sobie szańcach stanęli ci, którzy dotąd w polityce prowadzonej wobec zagarniętych Rzeczypospolitej ziem, byli jednomyślni – Polska miała być wykreślona, nie tylko z map, ale z pamięci, a przede wszystkim z serc.

123 lata niewoli, prześladowań, powstań narodowych, walki z językiem polskim, z religijnością ludu, represji, Kulturkampfu nie zdołały tego uczynić. A oto teraz zaświtała iskra nadziei. Czy żegnając swoje matki, żony, siostry, dzieci mieli tego świadomość?

Wojna miała się skończyć szybko. Mówiono, że zanim opadną liście wszyscy wrócą do domów… Nie wrócili… Zatrzymała ich w zgniłych, błotnych okopach na ponad cztery lata.  W tym czasie wojenne losy rzuciły ich na różne fronty europejskiej zawieruchy – na ziemie francuskie, flamandzkie, niemieckie, rosyjskie, austriackie, węgierskie – od południa po rubieże północy, ze wschodu po zachód. Ściągnięty z ziem polskich rekrut stanął w szeregach wrogich sobie wielkich armii Niemiec, Austrii i Rosji. Brat przeciwko bratu…

W domach pozostały kobiety, dzieci i starcy… To głównie te pierwsze musiały przejąć obowiązki mężów, powołanych na wojnę. Nawet bardzo nieśmiała i do tej pory mało zaradna gospodyni musiała zebrać w sobie wszystkie siły i stawić czoła ciężkiej pracy w gospodarstwie. Wcześniej już wielkokrotnie zdawały egzamin z patriotyzmu, czy to ucząc swoje dzieci ojczystej mowy, czy ratując zbiegłych powstańców, albo podejmując trud ratowania rannych na polach bitew…

„Wieści z frontów I wojny światowej” zamknęły też w kadrze „wojenne kobiety” – cierpliwe pielęgniarki – siostrzyczki wojennych lazaretów. Jakże często ich twarze były ostatnimi widzianymi przez umierających od odniesionych  ran, zakażeń i wojennych epidemii żołnierzy. Ostatni obraz troski zamknięty w szklanym spojrzeniu martwych oczu.

„Wieści z frontów I wojny światowej” mówią też wiele o tych, którzy czekali, a naprędce pisana krótka informacja na odwrocie wojennego zdjęcia, była jedyną, która mówiła o tym, że osoba kreśląca ręką te kilka słów jeszcze żyła.

Pojawiające się pierwsze, mgliste obietnice zwaśnionych zaborców, maniące Polaków nadzieją na jakąś autonomię, nie były przedmiotem okopowych listów… Tu toczyła się walka, nie polityka….

/Regina Kotłowska/